Somiia nostalgicznie pociąga nosem.
piątek, 20 stycznia 2012
* puk, puk* - Jesteś?

I can't quit now, this can't be right,
I can't take one more sleepless night

 

Somiia jednak wraca. Miałam nadzieję na inne życie. Na chwilę krótką Somia zniknęła, nie tylko ta tutaj, ale ta we mnie, ta smutna Somiia, na chwilę odeszła. Zakochałam się po sześciu latach bez miłości. Byłam ostrożna, bałam się, ale uwierzyłam i to mnie zgubiło.

Nosiłam dziecko tego Szamana który mnie odczarował. Chyba nigdy nie czułam się tak pusta jak po poronieniu. Nigdy mój świat nie był taki. Wszędzie szczątki, gruzy, niespełnione obietnice i marzenia. Wszystko się zawaliło i nie było niczego o co mogłabym się oprzeć. Co by mnie wsparło.

Nie sypiam, nie jem, nie żyję, wszystko najważniejsze odeszło.

 

Znowu jestem Somią, smutną, rozżaloną Somią.

I'd go hungry
I'd go black and blue
I'd go crawling
Down the avenue
No, there's nothing
That I wouldn't do
To make you feel my love

 

Ale Ty nie możesz jej czuć. Nie ma Cię, kruszynko...

sobota, 14 maja 2011
the fights, those nights

My head, near dead

Just the way you wanted it

My soul, stone cold

Cos I was under you're control 

So young, so dumb

Knew just how to make me succumb

But I understand

To make yourself feel like a man


For every last bruise you gave me

For every time I sat in tears

For the million ways you hurt me

I just wanna tell you this

You broke my world, made me strong

Thank you

Messed up my dreams, made me strong

Thank you

środa, 04 maja 2011
Zielony talerzyk.

Podobno każdy raz w życiu ma takiego swojego ducha, moim duchem jest On. Podobno są tacy ludzie jak ja, którzy ich widzą, słyszą i czują.

Zawsze czuję zanim go spotkam przypadkiem. Wyczuwam to swoim ciałem i potem tak się dzieje. Po prostu Cię spotykam.

Pamiętasz jak mówiłeś mi, że jestem za brzydka? Za gruba? Za głupia? Pamiętasz jak wgniatałeś w ziemię mnie i moje poczucie własnej wartości? Na pewno pamiętasz...

Stworzyłeś to kim jestem, zniszczyłeś kogoś kim byłam. Uczę się siebie, bo jestem sobie obca. I zabijam. Zabijam siebie, każdy cal swojej duszy, staję się automatem, robotem. Odrzuciłam to, co odrzuciłeś Ty i teraz jestem, ale nie jestem sobą.

 

I masz mój zielony talerzyk...

 

Lights black
Heads bang
You're my drug
We live it
You're drunk, you need it
Real love, I'll give it

So we're bound to linger on
We drink the fatal drop
Then love until we bleed
Then fall apart in parts

You wasted your times
On my heart
You've burned
And if bridges gotta fall, then you'll fall, too

Doors slam
Lights black
You're gone
Come back
Stay gone
Stay clean

I need you to need me

sobota, 02 kwietnia 2011
Give me a moment , Give me a clue

Drogi  rorkdcr,

Doskonale Cię rozumiem, zanim ja powiedziałam co czuję komuś innemu, niż osoba z którą mieszkam, która jest na tyle blisko, że ukrywanie prawdy nie miałoby sensu, a wikłanie się w kłamstwa mogłoby tylko popsuć nasze relacje, minęło sporo czasu. Dokładnie 3 lata, zanim wyrzuciłam z siebie, że beznadziejnie paragnę kogoś, kogo kiedyś miałam. Tak bardzo zawsze chciałam uchodzić za silną, samodzielną i samowystarczalną, że zaczęłam sobie niszczyć tym życie.

Teraz ludzie patrząc na mnie widzą skałę, kogoś kto sobie radzi ze wszystkim, dlatego nikt się o mnie nie martwi, ani nie troszczy, bo "zawsze daję jakoś radę". Przyklejam ten uśmiech codziennie, na cały dzień, tylko przed zasnięciem staję się sobą, gdy jest ciemno, nikt nie widzi, a kołdra daje sztuczne poczucie bezpieczeństwa.

Gdy zostaję w pokoju, w mieszkaniu sama, moje szwy pękają, potem ranę bardzo dokładnie zszywam, opatruję i chowam, gdy muszę żyć jak się żyje codziennie.

Dzisiaj w nocy znowu przyśnił mi się On, sprawiał mi cierpienie we śnie tym swoim agresywnym tonem. Wraca. Po takiej nocy czuję się jakby ktoś wbijał mi miliony szpilek w całe moje ciało.

Ostatnio dużo walczyłam, o siebie, o to by jego nie było, by znowu dać sobie szansę,kolejną, tysięczną. Ciągle walczę z Nim we mnie, walczę, próbuję go zabić, udaje mi się na chwilę, krótką, potem boli mnie dusza, ciało, umysł, chcę się wyłączyć. Nie chcę o Nim myśleć, tęsknić do Niego, pragnąć Jego dotyku, pragnę by moja skóra nie pamiętała kształtu jego dłoni, usta smaku jego ust, nos jego zapachu, uszy dźwięku jego głosu. Chcę go wyrzucić.

Czasem mam wrażenie, że ten rak też jest nieoperowalny, nie da się go usunąć, osłabiam go tylko chemią, ale On jest. Umrę na niego, tylko tak się uwolnię. Umrę chora na mężczyznę, który zjadł mi dusze i serce.

Rozumiem Twoje wewnętrzne piekło, ja również smażę się w swoim co dnia, po porstu zaczynam przyzwyczajać się do wysokich temperatur, a ktoś złośliwie rozgrzewa je coraz bardziej. Parzę się, płonę i krzyczę do wewnątrz.

Nie będę psuć swoim życiem życia innych, ponieważ oni przyzwyczaili się do tego, że jestem silna. Zawsze.

 

Jeżeli czujesz taką potrzebę, pisz do mnie. Wiem jak to jest potrzebować kogoś i bać się mówić. Bardzo dobrze wiem...

 

Give me heartache
That’s what you do
Tell me you want me
I’m sick of being used

I’ll send my heart to you
But you never care
You never do

You didn’t know
That I cry
In my room 
Every night

Maybe it’s not
‘Cause of you
But it’d be easier 
If you needed me too

So build me your bridges 
Build me the moon
Tell me you love me
Tell me you love me soon

I cannot stop
I cannot smile
I know we weren’t meant to be
But I want you here with me

piątek, 18 marca 2011
Falling.

Wczoraj, moje urodziny, były najgorszymi.

Maska spadła, przed publicznością. Nie wytrzymałam.

Najpierw zwymiotowałam, potem nie umiałam złapać oddechu, płakałam histerycznie i tak przez dłuższy czas. Ile? Nie wiem... Klęczałam na podłodze w łazience, wszystko stało się jedością, wszystko było wszystkim. Stałam się bezbronna, bez tchu, zalana łzami, z rewolucją w głowie.

Przybiegł współlokator, trzymał mnie, uspokajał. A ja się uspokajałam na chwilę, potem wszystko od nowa. Zasnęłam mu na ramionach.

Zmarnowałam sześć lat, przez sześć lat mogłam być kim chciałam, zrobić więcej, być szczęśliwą.

Teraz umieram.

Kochałam Cię, tak jak nikt nie będzie Cię kochać. Zmarnowałam swoje uczucia.

Teraz umieram.

Pojawiłeś się na nowo we wrześniu ubiegłego roku, wiedziałeś, że nie powinieneś, ale jesteś egoistą, jesteś kimś kto zabrał mi kolejne 3 miesiące mojego życia.

Teraz umieram.

Umieram.

Ty też byłeś moim pierdolonym rakiem, żerowałeś na mnie i niszczyłeś mnie. Oto czym jesteś.

poniedziałek, 07 marca 2011
I live for the perfect day.

And I want you to know
And you're never coming home again

Musiałam sobie pomóc.

Zaczęłam oglądać Chirurgów. Chciałam sobie przypomnieć jak dokładnie wyglądały okoliczności pójścia do łóżka Meredith z Georgiem. Dlaczego? Kim dla siebie byli? Jak ta relacja wyglądała?

Płakałam.

Płakałam, że byłam dla Niego Georgiem, że mógł mi to zrobić. Mógł, wiedząc co czuję, wykorzystywać mnie, przychodzić, rozmawiać, pisać, że mógł to wszystko bez najmniejszego skrępowania. A gdy zamknęłam drzwi, nie trzaskając nimi, cichutko zamykając, usłyszeć jak zza nich krzyczał, mówił przykre rzeczy.

Moje odczulanie to momenty, kiedy dokonuję autopsji na tym uczuciu. Ono umarło, ja się tylko przyglądam. Otwieram, sprawdzam, wyciągam, upewniam się. Potem wychodzę z prosektorium pod szyldem "5 lat mojego życia". Są też takie momenty odczulania, kiedy żyję takim życiem, jakie chciałam mieć, widzę światło, barwy, słońce i czuję, że moje dłonie są ciepłe. Po jakimś czasie, wrócę do prosektorium, pochylę się nad zwłokami i zajmę się autopsją, by następnym razem dowiedzieć co było przyczyną, tego, że Cię wpuściłam i więcej tego nie robić.

wtorek, 01 marca 2011
3

3 numery.

3 szanse.

3 mężczyzn.

3.

 

Usunęłam kontakty zewsząd do trzech mężczyzn, którzy byli kiedyś w moim życiu, którzy coś znaczyli. Do Niego też. I do tej dwójki. Usunęłam, bo dojrzałam. Do końca. Do zamknięcia. Ponieważ wiem, że trzymanie kontaktów, to nić łącząca mnie z przeszłością. Mieli wpływ na mnie, musiałam.Profilaktycznie.

Nie zostawia się przymkniętych drzwi. Z pozoru wyglądających na zamknięte, bo gdy lekko pchniesz one się otworzą. Dlatego się zaryglowałam.

"Powrotów nie będzie"

Muszę się bronić, chociażby w tak śmieszny sposób... To dla mnie duży krok naprzód, chociaż obiektywnie tak niewiele znaczy.

sobota, 26 lutego 2011
Take my heart and break it.

Zamknęłam się w odczulaniu.

Nie wiem gdzie jestem.

Potrzebuję się przytulić, schować. Teraz, szybko. Dzień, może i noc.

 

Ja też mam swój wyrok, też go otrzymałam.

Tylko ramion męskich brak. Żeby się przytulić, na dzień, może i noc, bo się boję. Teraz.

Odczulanie.

środa, 23 lutego 2011
I need you because I'm an egoist.

Zawiesiłam się w swoim odczulaniu. Wszystko stanęło.

Widziałam dzisiaj za oknem łabędzie. Pierwszy raz od kilku lat. Uśmiech. Nie w ogóle, ale tutaj za oknem.

Wracam jutro do Krakowa. Spakowałam książki do francuskiego, łaciny i rosyjskiego. Będę odświeżać języki. Muszę nie mieć czasu. W ogóle, tak na zabój.

Chyba los zaczął mi sprzyjać. Nie mieszkam z Nim już na tej samej ulicy, nie mam już Jego w kontaktach (przez czysty przypadek, nie żebym miała odwagę Go usunąć i dać Jemu satysfakcję, że ja go usuwam). Wiem, że to kim dzisiaj jest, to nie ktoś w kim mogłabym się zadurzyć. Wciąż odczuwałam Go, jako kogoś kim był, a kim już nie jest i nie będzie.

-Ulubiona litera? 
-M. 
-Dlaczego? 
-Ponieważ wszystko co jest dla mnie ważne, co kocham zaczyna się właśnie na tę literę. Miłość, morze, marzenia, i ten Pan też.

 

W dniu urodzin otworzę kopertę.

wtorek, 22 lutego 2011
Nowe życie na śniadanie !

Wracałam do domu w zamieci. Mijałam te wszystkie miejsca i nie wiem co czułam. Chyba czułam się obco, w mieście rodzinnym. Wrócę do Krakowa i poczuję, że jestem tam gdzie należę i pasuję.

Plan rozpoczęcia nowego życia powoli zaczynam. Właściwie od prostych rzeczy:

Wypicia ulubionej herbaty w ulubionym kubku, przeczytania książki na którą polowałam już kilka miesięcy, pisaniem pracy licencjackiej, kupnem nowej bielizny, a w planach powrót na siłownię po dwutygodniowej przerwie.Czerwonych paznokci, zimnego wiatru wiejącego w twarz, zmarzniętych dłoni i psa śpiącego obok.

I najważniejsze, z przyjaciółmi się spotkam.

Upijam się szczęściem wyciśniętym z małych rzeczy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18